Strona główna || Regulamin| Poleć znajomemu| Zgłoś problem| Pomoc
 
 

Nick: Karin

Karin
W roli głównej:
przez przyjaciół zwana Małym Gnomem (raczej ze względu na skromne metr piędziesiąt wzrostu, niż 'gnomiasty' charakter, ale któż to wie na pewno...?) niemal z całą pewnością niespełna rozumu, a przynajmniej (i to wiadomo na 100%) posiadająca mózg męski (a bynajmniej wszystkie takowego defekty;) studentka V roku (czyt: na ostatnich wakacjach! a buuuu...:'( )

W pozostałych rolach:
piątka jej towarzyszy, których jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zainteresowani będą mieli okazję poznac w trakcie podróży (o ile ich wcześniej nie znali, rzecz jasna!;)

Cel:
Ameryka Południowa
, a dokładniej Peru, Boliwia i o ile sytuacja polityczna pozwoli Ekwador. Przede wszystkim jednak Andy szeroko (a może raczej 'wysoko') pojęte.

Czas:
9 lipca - 10 września 2008

To tyle póki co. Zapraszam już w przyszłym tygodniu. Na początek powinna byc Lima...


[miało byc tylko o mnie, ale jakoze bloga zakładam 'pod' tą wyprawę, pozwoliłam sobie poszerzyc o info na temat planowanej podróży:)]
Moje najnowsze blogi RSS

Wyprawy


Blogi

lima | Nick: Karin

lima | wspomnienia z Limy...

2008-07-12 | Blog czytano: 363 razy | 0 głosów | oceń
 

Opuscilismy Lime i udajemy sie w kierunku zrujnowanego w ubieglym roku Pisco. Nadszedl wiec czas na podsumowanie wrazen ze stolicy Peru. Roznorodnosc, goscinnosc, ubostwo (i kontrast bogatej dzielnicy Miraflores) oraz czystosc we wszedobylskim nieladzie i balaganie. Tak chyba najkrocej mozna opisac stolice tego dalekiego kraju. Roznorodny, bo centrum przypomina chwilami nasza niebiedna ale zaniedbana i zakurzona Warszawe, dzielnica San Miguel (ta w ktorej mieszkalismy) zdradza ubogosc mieszkancow, ale tez ich pracowitosc i zamilowanie do porzadku w najblizszym otoczeniu (z trudem znalezlismy ogrod z nie przystrzyzonym rowno trawnikiem! a o smieci na ulicy jesczcze trudniej!), natomiast slawne Miraflores zgodnie z oczekiwaniami okazalo sie bogata dzielnica dla obcokrajowcow lub tez Peruwianczykow pragnacych miec jak najmniej wspolnego z wlasnym krajem (co jest o tyle wyjatkowe, ze narod ten wydaje sie az puchnac z dumy narodowej - flagi porozwieszane wszedzie gdzie to mozliwe, a pod Palacio de Gobierno codzienna pompatyczna uroczystosc zmiany warty na ktora nauczyciele ciagaja dzieci z najmlodszych klas).

A co do goscinnosci, to nawet nie chodzi o to, ze mieszkancy witaja nas serdecznie na kazdym kroku usmiechaja sie szeroko i pozdrawiaja. Wczoraj poszukiwalismy dworca, z ktorego daloby sie ruszyc do Pisco. Gdy zapytalismy policjantow, by wskazali nam droge, Ci po kilku minutach rozmowy z nami, wpakowali nas do swoich jeepow, zawiezli na miejsce (ktore okazalo sie dosc mocno oddalone), poczekali az kupilismy bilety, po czym odwiezli spowrotem do starego centrum miasta i pozegnali z widocznym poczuciem dobrze spelnionego obowiazku! (czyzby nadskakiwanie turystom bylo obowiazkiem policji w tym kraju? ;P)

Mile wspomnienia, jest ich duzo wiecej, ale brak czasu by opisywac, bo czeka dzis jeszcze na nas Paracas:)

 
 
Aktualizowano: 2008-07-18 18:15:36

Blogi w pobliżu

quito: EcuadorArgentina2011
robson
w lini prostej: 1344.3km
 
Salta: Salta
av27
w lini prostej: 1946km
 
canaima: Angel Fals
tatti1
w lini prostej: 2446.8km
 
 
delta-orinoko: magiczna wenezuela
tatti1
w lini prostej: 2838.9km
 
 
Antigua i Tikal: American taste
pablo
w lini prostej: 3687.7km