Mistrzostwa w tańcu - Francja

Francja | 2010-08-10 | Czytano 146 razy
0 głosów
Kontakt z tańcem mam już od 12 lat. Odkąd tylko pamiętam zawsze lubiłam tańczyć, w domu, w przedszkolu.
Moja mama często powtarzała, że taniec pozostanie ze mną na długo. I tak też się stało.
Gdy miałam 8 lat rodzice po raz pierwszy zaprowadzili mnie do szkoły tańca i od razy bardzo mi się tam spodobało.
Byłam przecież w swoim żywiole. Pani, która uczyła nas tańca była przesympatyczna i potrafiła zmotywować
nas do ciężkiej pracy. Na każdych zajęciach powtarzała „tańczcie z miłością i pasją, a kiedyś zostanie to docenione”.
Skromnie się przyznam, że wtedy byłam jedną z lepszych w mojej grupie tancerek, po prostu taniec miałam
chyba we krwi. Ale również zawdzięczam to swojemu partnerowi tanecznemu, który był naprawdę dobry
i wiele razem osiągnęliśmy.
Jakiś czas temu zostaliśmy wybrani jako para, która pojedzie reprezentować nasz kraj na mistrzostwa
w tańcu towarzyskim do Francji. Jaka ja byłam wtedy szczęśliwa, był to dla mnie wielki sukces.
Zaczęły się zatem wielkie przygotowania do konkursu, wielogodzinne ćwiczenia. Nie poddawaliśmy się,
chcieliśmy zajść jak najwyżej.
Nadszedł dzień wyjazdu, kreacje gotowe, my zwarci i gotowi na wielki finał.
Podróż zapowiadała się interesująco i nietypowo, bowiem na miejsce miał nas przetransportować prom do Francji.
Cieszyłam się bo lubię pływać promem, a po przeprawie tym polubiłam jeszcze bardziej.
Prom na zewnątrz i w wewnątrz naprawdę zrobił na mnie duże wrażenie. Olbrzymi, elegancko wyposażony.
Wiedziałam, że podczas podróży nie będę się nudzić.
W pierwszej kolejności odwiedziłam restaurację, bo byłam strasznie głodna, aczkolwiek później okazało się,
że z nerwów przed zawodami nie mogłam zbyt wiele zjeść. A szkoda, bo danie, które zamówiłam było rewelacyjne.
Mój partner taneczny za to nie miał problemu z pochłonięciem całego talerza.
Po skończonym posiłku poszliśmy na zewnętrzny pokład, aby podziwiać widoki. Dobrze, że wzięłam ze sobą aparat
i udało mi się zrobić kilka ładnych zdjęć.
Na promie znajdował się sklep z różnymi fajnymi gadżetami. Jednak swoją uwagę zwróciłam na markowe perfumy
w atrakcyjnych cenach. No i oczywiście nie mogłam kupić swojego ulubionego Angel.
W końcu musiałam anielsko pachnieć w tak ważnym dniu, może to dzięki temu zajęliśmy na mistrzostwach drugie miejsce.

W pobliżu Francja na MyTravelBlog.pl

w lini prostej: 303.8km
m
w lini prostej: 304.7km
Paryż z Zieloną Wróżką w tle
w lini prostej: 304.7km
Ekspresowy czar Paryża
w lini prostej: 304.7km
Paryż
w lini prostej: 358.5km
11. dzień
w lini prostej: 381.1km
10. dzień (5)
w lini prostej: 381.1km
9. dzień
w lini prostej: 412.2km
12. dzień
w lini prostej: 412.2km
11. dzień
w lini prostej: 423.1km
10. dzień (4)
w lini prostej: 428.6km
10. dzień (3)