Strona główna || Regulamin| Poleć znajomemu| Zgłoś problem| Pomoc
 
 

Nick: Piotr_Rzok

Piotr_Rzok
Najważniejsze - jestem ,,zarodzinkowany'' (żona i dwa czworonogi). I nie zamierzam tego zmieniać.

Kim Pan jest?
Jestem człowiekiem, który wybrał drogę pomagania ludziom.

Skąd Pan pochodzi?
Najpewniej z Zabrza. Ale moje korzenie sięgają takich miejsocowści w powiecie Gliwickim jak Wieszowa, Pyskowice i Jaśkowice. Sięgają też Delmenhorstu, Essen, Gelsenkirchen w Niemczech

Gdzie Pan zdobywał wykształcenie?
Jeżeli mówimy o ochronie zdrowia to w Zabrzu, Katowicach i Krakowie.
Natomiast w zakresie turystyki wiedzę zdobywałem w Chorzowie.

Do których miejsc czuje Pan szczególny sentyment:
Niekwestionowanym zwycięzcą jest tu Zakopane z całym mikroklimatem tej miejscowości. Kraków, do którego wracam niezwykle często i chętnie. Asyż.....

Co jest dla Pana największym nieszczęściem?
Choroba, związane z nią cierpienie oraz brak zrozumienia między ludźmi

Gdzie chciałby Pan żyć?
Najpewniej gdzieś pod Tatrami, na granicy cywilizacji i świata, którą nakreśliła sama natura.

Ulubione zajęcie?
Podróżowanie i to nie koniecznie na drugi koniec świata

Kim albo czym chciałby Pan być?
Tym kim jestem w innych uwarunkowaniach społecznych

Pana główny rys charakteru?
Pewna zmienność, w pewnych granicach.

Co najbardziej ceni Pan u przyjaciół?
Otwartość, szczerość i oddanie

Pana największa wada?
Egocentryzm :)

Pana sen o szczęściu?
Iść przez życie bez takich doświadczeń jak ciężkie choroby odbierające możliwości samostanowienia o sobie. Iść przez życie z rozumnymi i pełnymi empatii ludźmi obok siebie. Poznawanie nowych ludzi, nowych kultur i krajobrazów.

Moje najnowsze blogi RSS


Blogi

Zabrze | Nick: Piotr_Rzok

Zabrze | Przez Polskę i Europę z Piotrem Rzokiem

1998-08-01 | Blog czytano: 95 razy | 0 głosów | oceń
 

Z całą pewnością będziesz mógł ze mną poczuć klimaty takich miejsc jak:
Wenecja, Pomposa, Rawenna, Rzym, Syrakuzy, San Alesio, Etna, Taormina, Forza de Agro, Vulcano Solfatara, Pompeje, Wezuwiusz, Monte Cassino, Asyż, San Marino, Werona, Padwa, Delmenhorst, Monchengladbach, Brema, Wenecja, Padwa, Mediolan, Varese, Como, Prettenegg, Zabrze, Frydek-Mistek, Ołomuniec, Velehrad, Pasohlavky, Skalny Mlyn, Brno, Austerlitz = Slavkov u Brna, Mikulov, Wiedeń, Dolina Wachau, Melk, Maria Taferl, St. Florian bei Linz, Schwarzach im Pongau, Zeller See, Krimmler Wasserfalle, Kitzbuhel, Hahnenkamm, Altotting, Chiemsee, Salzburg, Konigsee, Bortholoma, Mariazell, Wadowice, Stary Sącz, przełom Dunajca, Zabrze, Wisła Głębce (koleją), Barania Góra, Kraków, Nowy Sącz, Rytro, Łabowska Hala, Jaworzyna Krynicka, Krynica, Limanowa, Skradin, Skradinski buk, Sibenik, Povlja, Makarska, Baska Voda, Neum, Dubrovnik, Neretva, Medjugorie, Vepric, Trogir, Split, - bo tyle mam już napisane.

PROLOG


Do podróży sierpniowej zostało niecałe dwa tygodnie. Z Wojtkiem dokonywaliśmy ostatnich przeglądów. Materace piankowe – te z jednej strony z posrebrzaną folią, śpiwory – mumie. Wszystko to praktycznie nowe. I wszystko to potrzebne. Namiot też nowy – musieliśmy sprawdzić, czy posiada wszystkie elementy, a sprawdzaliśmy go pod orzechowcami dumnie rosnącymi w maminym ogrodzie. Stelaż z włókien węglowych giął się swobodnie na wszystkie strony. Tropik nie miał żadnych dziur, więc była szansa na spokojny sen bez nieproszonych gości. Płachta przeciwdeszczowa też była cała. Linki.
Pierwsze ustawianie zajęło nam blisko 30 minut. Ucieszyliśmy się z nadmiaru haków (śledzi) do mocowania linek, ale jak pokazało życie – haków nigdy nie ma się za dużo. Jeszcze większa radość nas ogarnęła gdy zobaczyliśmy dwa pokrowce na namiot, ale i tych nigdy nie za wiele. Najważniejszy sprzęt mieliśmy sprawny. Nie mieliśmy rozeznania co do ilości bielizny, skarpet, koszulek, spodni – które powinniśmy mieć ze sobą. Podróże wszystkie te mankamenty weryfikują.
Ja miałem walizę, a Wijtek – torbę podróżną. Czy aby było to coś odpowiedniego pod namiot? Oczywiście nie zapomniałem o nakryciu głowy – dosyć fantazyjny kapelusz słomiany służył mi i w słońcu i w deszczu, i przyczynił się do określenia mojej osoby jako ,,artist’’. Ale jaki ja tam ,,artist’’?

Za parę dni wyruszyliśmy na ostatnie zakupy – po żywność
Gdzież można zrobić lepsze zakupy nisz w sieci sklepów MAKRO. Z Wojtkiem pojechaliśmy do wielkiej zabrzańskiej hali i nakupiliśmy różnych rzeczy mogących się zdać do jedzenia.
W koszu lądowały kolejno zupy, gulasze (instant) w styropianowych kubkach. Czy aby najlepsze do pakowania w bagażu podróżnym.
Chleby, ale nie takie zwykłe - lekkie, chrupkie. Jak się okazało miało ono swoje zalety ale i wad kilka.
Dżemy MATERNY. Jak dżemy to musiały być z najwyższej jakościowej półki.
Pety z wodami mineralnymi
Serki topione.
I w zasadzie tego byłoby na tyle.
Problem pojawił się w trakcie pakowania. Jak zapakować styropianowe kubki, by ich nie rozgnieść, to samo tyczyło się pieczywa WASA. Każdy z tych elementów spożywczych zawijaliśmy skrzętnie w części garderoby. Do tego kubek, grzałka (czy aby na pewno będzie gdzie ją podłączyć? W momencie pakowania nad tym nie zastanawialiśmy się). Oprócz jedzenia i ubrań do walizki i torby nic już się nie zmieściło. W ten sposób namiot, śpiwory i karimaty, wody mineralne stanowiły zupełnie osobny bagaż. W moim przypadku nie należało jeszcze zapomnieć o sprzęcie fotograficznym, a u Wojtka o sprzęcie video.
Za tydzień mieliśmy z tymi wszystkimi bambetlami podążać na miejsce zbiórki niczym para jucznych wielbłądów.
I te minuty przeznaczyłem na sen i posiłki. Z resztą jak wszyscy. A reszta czasu upływała na dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik. Zaopatrzyłem się w przewodnik i znaczną ilość lirów (bowiem taka waluta obowiązywała w 1998 roku w kraju do którego zmierzałem. W tekstach będę podawał ceny w obecnej walucie, czyli Euro).
Wszystkie szczegóły dogrywaliśmy z Wojtkiem. Przy dwóch tysiącach stu minutach jakie dzieliły nas od godziny zero byliśmy praktycznie gotowi do drogi. Tak nam się przynajmniej zdawało...

Siedzę na tarasie swojego domu. Słońce zachodzi znów za horyzontem. Ostatni raz jestem w tym miejscu, ostatni raz o tej porze. Promienie słoneczne odbijają się purpurową łuną na ławicy chmur zawieszonych na nieboskłonie.
A we mnie dzieje się coś dziwnego. Podekscytowanie, zdenerwowanie, niepewność – to wszystko miota w umyśle niczym dziki zwierz. Jutro o tej porze będę gdzie indziej, i gdzie to ,,gdzie indziej’’ mnie zastanie...? Nie potrafiłem powiedzieć.
Zastanawiałem się, rozmyślałem. Wycofać się, czy nie. Gdybym nie włożył w to przedsięwzięcie tak wiele pieniędzy..., może bym zrezygnował. I poszedł do mojego ogrodu, i pielił niezliczone rzesze mniszków, przycinał trawniki, obrywał owoce, wycinał gałęzie.
Znów odezwała się we mnie prawdziwa natura... natura dzikiego zająca.
Na tych rozmyślaniach zastał mnie zmierzch, zastały gwiazdy migoczące na grafitowym niebie.
Zmęczony myślami poszedłem spać.

 
 
Aktualizowano: 2008-12-15 11:02:45

Blogi w pobliżu

krakow: Stare miasto Kraków
kapec
w lini prostej: 90.7km
 
Łódź: Dookoła świata
planetax
w lini prostej: 174.8km
 
Starogard Gdański: Początki....
Duzki
w lini prostej: 186.5km
 
 
Kraków: Wycieczki po Polsce
perla
w lini prostej: 186.5km
 
W drodze: Dylemat zmroku
Kbee
w lini prostej: 186.5km
 
sielpia-wielka: sosnowe zdrowie
tatti1
w lini prostej: 146.8km