Góry Stołowe: Za Bramą Mgieł

Góry Stołowe | 2009-10-10 | Czytano 575 razy
0 głosów
Szczeliniec Wielki - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Szczeliniec Wielki
Już jesień. Za oknem szaro, nudno i nijako. Niebezpiecznie dużymi krokami zbliża się zmiana czasu na zimowy (kolejny imperialistyczny wymysł). Już szykowałem się do błogo leniwie spędzonego weekendu podczas którego dalej będę w tłuszcz obrastał szykując się na zimowe chłody, gdy do drzwi mego domostwa zapukały czyjeś natarczywe ręce. Po otwarciu drzwi oczom mym ukazał się zgoła niespodziewany widok. Oto dwóch kolegów (w tym jeden szwagier, który po poderwaniu mu siostry moim kolegą już być nie chce) z dalekich stron Polski przybyłych czeka na progu. No i jak tu w domu usiedzieć? Korzystając z panującej na dworze aury rodem z wysp brytyjskich wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę pięknych, dolnośląskich gór, by przy szklanicy grzanego wina tudzież kropli gorzały uczcić spotkanie. Szczęście nam sprzyjało – pogoda pogarszała się z każdym przejechanym kilometrem.

Krzysiek w szczelinie Szczelińca Wielkiego - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Krzysiek w szczelinie Szczelińca Wielkiego
I tak, po raptem godzinnej, dość szybkiej jeździe, udało nam się dotrzeć do miejsca naszego przeznaczenia, czyli przycupniętego u stóp Szczelińca Wielkiego miasteczka, Radkowa. Tu, zostawiwszy na parkingu leśnym samochód i wzmocniwszy się tęgim łykiem żołądkowej gorzkiej ruszyliśmy delikatnym podejściem ku miejscu naszego noclegu, czyli schronisku Na Szczelińcu. Naszej wędrówce towarzyszyła natrętna mżawka i snująca się leniwie po stokach mgła. Góry Stołowe, zgodnie ze swoją opinią, nie są wymagające dla podróżnych. Po zaledwie ok. 90 minutach dotarliśmy już na sam szczyt Szczelińca, gdzie w schronisku czekał na nas kolejny dowód, jak przyjazne są te góry. A mianowicie przywitał nas wesoły, głośny krzyk rozbrykanej gromadki jakichś pięćdziesięciorga dzieciaków. Nie wierząc własnym oczom szybko spojrzałem na dwór.

Tak – pada.

Tak – jest zimno i mgliście.

Co za wariat przyprowadził tu tę bandę szalonych kilkulatków? Okazało się, że nie był on sam. Znalazło się nawet kilkoro opiekunów ochoczo pokrzykujących na rozwydrzonych małolatów. Na szczęście okazało się, że dzieci nie nocują w schronisku, a przyszły jedynie na wycieczkę.

w drodze... - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
w drodze...
Zostawiwszy rzeczy w pokoju postanowiliśmy obrać azymut na Błędne Skały. Pogoda dopisywała wyśmienicie. Mżawka i mgła nadawała drodze nierealny, rodem z wierszy Tetmajera, kształt. Drzewa na wpół widoczne, wijące się pasma mgły przypominające tajemne, skradające się mroczne postacie, cienie pośród skał oddziaływały na wyobraźnię. Nie będę tu starał się oddać klimatu przy pomocy moich nieudolnych opisów, zamiast tego pozwolę sobie zacytować mistrza horroru pisanego, H. P. Lovecrafta:

w drodze... - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
w drodze...
„Rankiem, u brzegu strasznych klifów za Kingsport, z morza podnosi się poranna mgła. Biała i eteryczna wyłania się z głębi oceanu na spotkanie swych braci – chmur, pełna marzeń o podwodnych pastwiskach i jaskiniach Lewiatanów. A później, kiedy letni deszcz bębni o strome poddasza, gdzie zamieszkują poeci, chmury ronią łzy, by ludzie mogli poznać choć plotki na temat prastarych, osobliwych sekretów i cudów, o których nocami jedynie planety opowiadają sobie nawzajem.”

Może i opis nieco przesadzony, ale jaki klimat!

Błędne Skały - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Błędne Skały
I tak, pośród tych dziwnych, nabrzmiałych opowieściami mgieł, dotarliśmy do Błędnych Skał. A wokół tego miejsca legend i podań krąży bez liku. Pierwsze historie tyczą się zamierzchłych, jeszcze pogańskich czasów. Od zawsze miejsce to uważane było za święte i magiczne. I tak, przez wieki całe wśród tajemniczych skał odprawiano starożytne, już teraz zapomniane rytuały poświęcone Starszym Bogom. Wieść niesie, że pewnej wiosny, gdy ziemia budziła się do życia, a ludzie składali dary i zanosili modły w intencji urodzaju i pokoju, na jednym z obrzędów zjawił się mąż przyodziany w długi płaszcz. Jego twarz kryła się w cieniu głębokiego kaptura. Gdy wszyscy obecni uklękli, by oddać cześć Bogom, ten stał jak zaklęty w kamień. Rozsierdziło to kapłana przewodniczącego obrzędom. Ze złością odrzucił kaptur krnąbrnego przybysza w tył i oczom zgromadzonych ukazała się krościata twarz Ducha Gór, Liczyrzepy. Ludzie gniewnie zawołali, że jego czas już minął, że został zapomniany. Zakrzyknęli „oddaj cześć Nowym Bogom”. A były to czasy, gdy Starsi Bogowie byli jeszcze młodzi i zwano ich Nowymi. Liczyrzepa zapałał gniewem. Tupnął z całą mocą i niebo zasnuło się chmurami, a wokół zaczęły walić pioruny. Skały zwaliły się wśród huku i zabiły zgromadzonych. Dopiero rano opadła mgła i ukazał się całkiem zmieniony obraz góry. Miast skalistego grzbietu stał teraz labirynt porozdzieranych głazów. Do dziś wśród omszałych głazów Błędnych Skał podczas szalejących burz można ujrzeć groźną postać szczelnie otuloną czarnym płaszczem.

Błędne Skały - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Błędne Skały
Opowieści jest jednak więcej, znacznie więcej. Starzy Bajarze prawią o Kamiennej Pannie, siedzącej wśród Błędnych Skał. Siedzi ona tak i powoli dzierga bawełnianą koszulinę. Dość wolno jej to idzie, bo w każdy Wielki Piątek robi jeden ścieg. I całe szczęści, bo jak już koszula gotowa będzie sąd ostateczny ma nadejść i Świat się skończy. Są i tacy którzy mówią, że ta Panna to nie żadna Kamienna, a szlachcianka prawdziwa, i nie na Błędnych Skałach siedzi, a na Szczelińcu uwięziona. A było to tak…

Błędne Skały - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Błędne Skały
Na samiuteńkim Szczelińcu kiedyś wznosił się zamek. Nie był ani piękny, ani duży. Na zamku mieszkał jeden rycerz, zbój jakich mało. Gdy skarbiec jego pustkami świecił, skrzykiwał kilku chłopa z okolicy, podobnych mu łotrów, i wyruszał łupić bogu ducha winnych podróżnych. Nie szczędził również swoim gościom, nikt nie był bezpieczny w jego dominium. A za żonę miał piękną panią, Jadwigę, równie jak on okrutną i zachłanną. Pewnego razu w jego progi zawitał strudzony wędrowiec, mądry i bogobojny pustelnik. I rycerz wyśmiewał się z niego, dał kielich wina i kazał pić Czarta zdrowie, bo inaczej batogami go ćwiczyć karze. I nagle grom z jasnego nieba uderzył i cały zamek, wraz z jego niecnymi gospodarzami po ziemię się zapadł. Powiadają, że piękna Jadwiga, zagubiona wśród skał Szczelińca, szuka urodziwego młodzieńca, który oczarowany przez nią uwolni ją i jej niegodziwego męża, by ci mogli znów siać postrach w okolicy.

Ja wśród Błędnych Skał - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Ja wśród Błędnych Skał
A skarby? Są i skarby. Było to roku pańskiego 1639, zawierucha wojenna trwała w najlepsze. Do katolickiego Broumova zbliżały się protestanckie szwedzkie wojska. Opat broumovskiego klasztoru benedyktynów, Tomasz Sartorius, wraz z ośmioma zaufanymi ludźmi na sześć jucznych mułów zapakował święte skarby kościoła i ruszył w góry, by ukryć je przed zachłannością braci chrześcijan reformatorów. Wybór padł na Błędne Skały, przez Czechów zwane Borem. W uprzednio przygotowanej sztolni złożyli swe świecidełka i wejście zamaskowali. Wkrótce ośmiu towarzyszy opata dopadła nagła i bolesna śmierć. Ostatni z nich zdołał na łożu śmierci opowiedzieć swym synom o ukrytych kosztownościach i opackiej niegodziwości. Synowie z oskardami i łopatami ruszyli w skalny labirynt, ale wieść niesie, że nic nie znaleźli. Co oczywiście nie oznacza, że ich tam nie ma. Trzeba tylko trochę szczęścia i fortuna będzie w zasięgu ręki. Ja, chociaż usilnie wypatrywałem jakichś śladów, może jakiegoś chodnika zamaskowanego, czy tajemniczego tunelu, również na nic nie trafiłem. Ale z pewnością jeszcze to miejsce odwiedzę i wtedy…

nie mam bladego pojęcia co to, ale zdjęcie ładne - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
nie mam bladego pojęcia co to, ale zdjęcie ładne
Wężową ścieżką wijącą się między skały obeszliśmy to tajemnicze wzniesienie. Śliskie głazy i kałuże, głębokie błoto, z którego buta wyrywało się z głośnym cmoknięciem, wąskie szczeliny, przez które ledwie człowiek z moją tuszą mógł się przecisnąć. Inne przejścia znowu jedynie przygiętym do ziemi pokonać można. Wszędzie mgła zalega i cienie głębokie. Dźwięk kapiących kropel, szumiącego wiatru i zapach mokrej ziemi. Głosy jakby przytłumione się rozchodzą, woskiem oblane. Czarowne miejsce.

w drodze... - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
w drodze...
Choć było ledwie wczesne popołudnie zmrok gęstniał. Mgły też było jakby coraz więcej, coraz bielej. Droga powrotna wiodła przez niewielką, malowniczą wioskę, Karłów, która dzięki swojej starej, germańskiej nazwie, Carlsberg, nieodparcie kojarzyć się będzie z popularnym piwem. Ta, założona na na początku XVIII wieku z polecenie cesarza Karola VI wioska, od zawsze była najdogodniejszym miejscem do rozpoczęcia wędrówki na Szczeliniec. Szybko zyskała wielką popularność i zaczęła przyciągać turystów. Jako że w tamtych czasach na turystykę stać było jedynie majętną szlachtę i mieszczaństwo, szybko powstały tu wygodne zajazdy i pensjonaty. Dla znużonego bogacza przygotowano nawet wypożyczalnie lektyk, w której można było wybrać się na szczyt. Schronisko Na Szaczelińcu stało już w pierwszej połowie XIX wieku. Ostatnie poprawki w jego architekturze datuje się na 1859 rok. Od tamtej pory jego wygląd nie uległ już zmianie. Jako jedyne w Sudetach nie ma dojazdu, a zaopatrzenie jest wciągane przy pomocy spacjalnej windy.

Godne polecenia

Ciekawe miejsca pobliżu
Kudowa Zdrój
Zakwaterowanie
Schroniska
Adresy!
brak

W pobliżu Góry Stołowe na MyTravelBlog.pl

w lini prostej: 15.9km
Kamienna karaina
w lini prostej: 49.3km
Listopadowe Karkonosze
w lini prostej: 70.6km
Karpacz i Śnieżka - od schroniska do schroniska
w lini prostej: 86.6km
Ostrów śniegiem otulony
w lini prostej: 98.8km
Wrocław
w lini prostej: 98.2km
Kutná Hora
w lini prostej: 99.3km
Moszna
w lini prostej: 128.6km
Góra Świętej Anny
w lini prostej: 152.3km
Uroki Czech...Praga i okolice
w lini prostej: 152.3km
Praga o 6 nad ranem
w lini prostej: 158km
Praga
w lini prostej: 247.5km
Wiedeń