xxx

xxx | 2010-09-25 | Czytano 988 razy
0 głosów

Hurghada - Sea Gull Hotel / widok z balkonu. - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Hurghada - Sea Gull Hotel / widok z balkonu.
Rok później od naszej ostatniej wizyty pojawia się pomysł na wylot do Hurghady. Nasza szalona znajoma (najbardziej zwariowana osoba na świecie) chce jechać z nami. Egipcie – nadlatujemy! Nastaje luty 2007r. Jestem zupełnie kimś innym. Mam 17 lat, bagaż doświadczeń z facetem psychopatą, krótkie pofarbowane miesiąc wcześniej na brąz włosy. Jadę z myślą, że przecież nikomu nie jadę się podobać. Nasza znajoma Beata nie potrafi ani słowa po angielsku. Staję się ostoją naszego tria. Mówię już bardzo dobrze. Pierwsze 5 minut w recepcji, a rezydent chce się ze mną umawiać. Przemknęła mi tylko myśl ‘o nie!’ i spławiam natręta. W pokoju rzucamy się na łóżka, jesteśmy szczęśliwe. Beata puszcza na cały głos oczywiście polską Vivę, leci Stachurski i ‘Z każdym twym oddechem’, ja jestem na balkonie i kręcę widok z balkonu na ulicę, Beata kręci również ze ściągniętymi do kolan spodniami, mama rozpakowuje bagaże. Myślę sobie, że to będzie teraz albo nigdy, że tym razem chciałabym poznać coś bardziej orientalnego, a nie tylko Sheraton Road, trąbienie aut i gubienie klapków, gdy przelatuję na drugą stronę ulicy. Wewnętrznie czuję, że coś się zmieni. Niestety pierwsze dni wyglądają znów tak samo jak zwykle, co nie zmienia faktu, że jestem zachwycona. Jednak już pierwszego wieczoru zdarzyło się coś niespodziewanego. Podleciał do nas jakiś facet – Ahmed. Rzucił się na kolana przed Beatą. Zaczął wmawiać, że zakochał się od pierwszego wejrzenia. A, że nasza znajoma nie znała angielskiego, ja i mama całe dwa tygodnie robiłyśmy za tłumaczki. Przynosił wielkie bukiety kwiatów, owoce i ciasta do pokoju, prezenty dla całej trójki muszkieterów. Z każdym dniem coraz bardziej poznawałam jego naturę obłudnika i kłamcy lecącego tylko na pieniądze. Ale Beata zakochała się, a na to nie ma mocnych ...
Hurghada - Sea Gull Hotel. - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Hurghada - Sea Gull Hotel.

Rok wcześniej mama poznała w Internecie chrześcijanina z Aleksandrii – Nashata. Postanowiła, że spotkają się w Hurghadzie. Od tego momentu miałam przed sobą dwie ciekawe parki. Beatę z robiącym na każdym kroku awantury Ahmedem, facetem nie chcącym płacić rachunków w knajpce, całującego jej nogi na plaży wariata marzącym o bilecie do Europy. I mamę ze spokojnym grubaskiem z wielkimi brązowymi oczami. Nareszcie zmienialiśmy lokale. Miałam już dość przychodzenia do wciąż jednej i tej samej, gdzie mogłam już dostać kartę stałego klienta.

Z każdym dniem urządzamy sobie małe wycieczki. A. zabiera mnie tam, gdzie tylko chcę. Wchodzę w każdy zaułek, nie patrząc czy jest to noc, czy dzień. Piasek, kamienie, niedokończone budynki, jakiś podobno cmentarz, kobiety, dzieci, mężczyźni. Znajdujemy się w miejscu oddalonym od tych wszystkich brzmień. Cisza. Z czerni nocy wyłaniają się bloki mieszkaniowe, co chwilę przez żwirową drogę przemknie jakiś wychudzony kot, widzę wnękę i człowieka z deską do prasowania – pralnię, jakiś kilkulatek nosi ciężkie butelki wody i pomaga ojcu. „Yalla!” krzyczy stary do młodego, a ten biegnie ile sił w jego krótkich nóżkach. Tu już nikt nie ma białej koszuli i garnituru, jest pustka jak na odludziu. Tak to tam w samym środku miasta kwitnie życie i interes, a tu? Jakby wszyscy zapomnieli. Chyba jesteśmy na jakimś obrzeżu. Niski murek, a za nim wielkie góry piasku. Obracam się i widzę ‘węże świetlne’, no wiecie takie kolorowe rurki, a nimi ozdobiony cały budynek. I w tej ciemności wygląda to bardzo pięknie. Pewnie za dnia nawet bym nie zauważyła.
Tym razem karzę wywieźć się taksówką w drugą stronę. Jadę sama. Zdziwiony taksówkarz wysadza mnie na środku ulicy. Płacę mu 5 egipskich funtów i zamykam drzwi. Odjeżdża. A ja znów sama. Tu już nie ma nic. Dwupasmowa ulica, szybko mknące samochody, w powietrzu zniżający się do lądowania kolejny samolot, po prawej stronie nic, po lewej nic. Oprócz piasku oczywiście. Dochodzą do mnie ujadania dzikich psów. Przebiegając przez ulicę znowu gubię klapki. Po 20 minutach marszu ku mojemu zdziwieniu znów pojawiają się bloki! I wspaniała restauracja jakby w zamku, a żeby wejść do środka trzeba pokonać mały labirynt, ale jak już się wejdzie! Zasiadam na samym środku przy malutkim stoliczku. Zamawiam karkade. Kelner odważnie pyta czy wiem, co znaczy „Izajek?” i mruga okiem. Odpowiadam, że wiem i odwracam się w drugą stronę. Jakże niebo może być przejrzyste. I ile na nim gwiazd ...

Hurghada - Taniec brzucha w Disco Roma - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Hurghada - Taniec brzucha w Disco Roma
Poznaję prawdziwe nocne życie Hurghady, chodzimy na dyskoteki. Opanowuję liczenie do 10 po arabsku i malowanie kohlem ( czasem wciąż mi nie wychodzi, ale cóz ) Doświadczamy wielu śmiesznych sytuacji. Jednak ja wciąż nie mam dość! Ciągle planujemy, gdzie można jeszcze jechać. Mama ma za sobą wizytę w koptyjskim kościółku. Jakże jej zazdroszczę, bo ja już nie zdążę tam pojechać. Coraz bardziej poznaję ludzi, robię zakupy w sklepach, staram się odkryć coś nowego. Mam czarne myśli, że tu nie wrócę, że to ostatni raz. Panika, odlot.
Rzeczywistość: dom.
Nie ma Ahmeda, nie ma orientu, nie ma mojego faceta i nie ma nic.

Godne polecenia

Zakwaterowanie
Sea Gull Hotel w Hurghadzie Sakalli

W pobliżu xxx na MyTravelBlog.pl

w lini prostej: 0km
xxx
w lini prostej: 0km
xxx
w lini prostej: 0km
xxx
w lini prostej: 0km
xxx
w lini prostej: 0km
xxxx
w lini prostej: 0km
xxx
w lini prostej: 0km
HURGADA
w lini prostej: 0.2km
Egipt po raz drugi
w lini prostej: 0.2km
Wczasy w Egipcie
w lini prostej: 85km
Egipt ... Sharm El Sheikh
w lini prostej: 85km
Egipt- Sharm el sheik
w lini prostej: 217.4km
Rejs po Nilu, dzień I i II