Strona główna || Regulamin| Poleć znajomemu| Zgłoś problem| Pomoc
 
 

Nick: Kbee

Kbee
--->MOJA WIELKA WYPRAWA<---
--> ONEGA EXPEDITION 2010 <--
czyli Pierwszy polski trawers drugiego co do wielkości jeziora Europy
Czytaj wiecej na: www.azymutwschod.pl

Wyprawe wspierają: Sklep Pietros, Polskie Radio Szczecin, Poznaj Świat, Festiwal Włóczykij, Festiwal Wiatraki, Grupa NGT, Soprapiss

Czekam na moment, kiedy rusza pociąg, kiedy zostawiam za sobą pierwsze metry szczecińskiej stacji kolejowej. Ten powiew nasilajacego sie wiatru uderzajacego w moja wystawiona przez okno twarz. Bo to uderza przygoda, podroż niewiadoma, uderzają marzenia i ten niewyobrazalny dreszczyk emocji.
Łukasz Czabanowski

=============

Francja - Mt. Blanc ::za rok

Kenia/Tanzania - Kilimanjaro :: data nieznana

Hiszpania - Santiago de Compostella (szlak św. Jakuba) :: jak czas pozwoli


Kuba :: przed upadkiem reżimu

UWAGA! Poszukuje kontaktu z redakcjami gazet, które chciałyby nawiązać ze mną współpracę (posiadam już pewne doświadczenie). Kontakt: lukczab@wp.pl

Moje najnowsze blogi RSS

Wyprawy


Blogi

Sasketchewan, British Columbia | Nick: Kbee

Sasketchewan, British Columbia | Kanada - Kraj klonowego liścia

2004-07-01 | Blog czytano: 1346 razy | 4 głosy | oceń
 
Przechodzimy obok drzew iglastych. Czuję na sobie wzrok wiecznego lasu, pogrążonego w półmroku. Jedynie szlak i usunięte z niego pnie drzew świadczą o tym, że nie jesteśmy tutaj pionierami. Poruszając się wzdłuż potoku Horse Ride Creek staramy się dojść do jego źródeł.

Lake of the Hanging Glaciers
Przemierzamy kilometr za kilometrem, pnąc się nieustannie pod górę. Chwilami ścieżka tworzy serpentyny, podobne jak drogi samochodowe w europejskich Alpach. Czasami spotykamy
Lasy Gór Skalistych - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Lasy Gór Skalistych
małe, płaskie pola zawalone przewróconymi drzewami, których nikt tutaj nie wycina. Przyroda żyje tak, jak tysiące lat temu. Człowiek nie pomaga jej w niczym, jedynie gasi pożary, które wybuchają ze zdwojoną częstotliwością w ostatnich czasach. Widziałem takie obszary zmierzając do tego miejsca z okna samochodu. Czarne, zwęglone kikuty drzew ciągną się kilometrami, nieme pozostałości po ognistej tragedii. Odrodzą się jednak drzewa, pokryją życiem przestrzeń. Naturalnie, bez pomocy człowieka. Ja jestem w innym rejonie, tutaj wszystko żyje, zieleń wszelkiego koloru wszystkich odcieni przytłacza, a jednocześnie koi wzrok. Zbliża się piąta godzina marszu, a celu naszej wycieczki nie widać. A przecież wstaliśmy dużo wcześniej, by tutaj dojechać 30 kilometrów jeppem. O wybraniu się w te okolice innym samochodem można zapomnieć...

Lake Luise - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Lake Luise
Strumień tymczasem zwęża się. Nie ogłusza już swoim potężnym hukiem. Oznacza to, że jesteśmy blisko celu. Robi się chłodno, temperatura spada poniżej zera. Gdybyśmy tylko znaleźli na swojej drodze naturalne Hot Sprigns (gorące źródła), tak specyficzne dla regionu Fairmont... Niesamowite jest to, że kilka metrów obok rzeki, której wody mają temperaturę bliską zera znajdują się małe oczka wodne o temperaturze 35 st. Celcjusza. „Marzenia” powtarzam sobie, otrząsam z zimna i stawiam kolejny krok. Jedna, druga kaskada, i oto naszym oczom ukazuje się niesamowity widok. To miejsce oddalone tysiące kilometrów od Polski to Lake of the hanging glaciers (Jezioro wiszących lodowców). Wspaniałe błękitno - turkusowe wody stanowią gładką powierzchnię otoczoną z trzech stron stromymi szczytami gór. Jesteśmy na granicy wiecznych lodowców. Jest sierpień, a my obserwujemy lodowe seraki i języki śniegu wdzierające się ze szczytów gór w głębię jeziora.

W drodze na trek - Lake of the hanging glaciers - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
W drodze na trek - Lake of the hanging glaciers
Podchodzimy do granicy jeziora stąpając po wynurzonych z potężnego rozlewiska kamieni. Kilka pamiątkowych fotografii wraz z wujkiem Krzysztofem i udajemy się w drogę powrotną pogwizdując i dzwoniąc od czasu do czasu dzwoneczkami, przypiętymi do kijków trekingowych. Czytelnicy, którzy również podróżujecie, nie bądźcie zbulwersowani naszym zachowaniem. To nie brak respektu dla przyrody, ale troska o własne bezpieczeństwo. W lasach, które nas goszczą roi się od niedźwiedzi, nie tylko brunatnych, ale i gryzli, mało przyjaznych
Zamek-hotel w Banff - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Zamek-hotel w Banff
przy spotkaniu z człowiekiem. Wprawdzie ofiary śmiertelne zdarzają się rzadko, lecz wolimy dmuchać na zimne. Chcemy, aby niedźwiedź najpierw nas usłyszał i spokojnie sobie odszedł, niż zobaczył, jak będziemy blisko niego... Poza tym spotkanie z dumnym Moose (łosiem), którego waga dochodzi do 580 kg, również bywa niebezpieczne. Z drugiej strony odzywa się we mnie niespokojna dusza: „Gdybym mógł zobaczyć go z daleka...”. Lecz zamiast olbrzyma spotykam gryzonia wiewiórkopodobnego. Nie krępuje go nasza obecność, bo zapewne nie widział nigdy człowieka. Wynagradzamy mu jego śmiałość suszonymi owocami, a sami udajemy się do samochodu.

Kanada oczami Polaka
Banff - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Banff
Miejsce, które opisuję to część Rocky Mountains (Gór Skalistych) położonych ok. stu kilometrów od malowniczego, turystycznego miasteczka Banff w prowincji British Columbia. Potęgę tych gór nie sposób opisać, wszystko mierzy się w tysiącach – tysiące metrów wysokości, tysiące kilometrów rozciągłości, tysiące pięknych zakątków, nie tkniętych przez człowieka. Gościnność kraju klonowego liścia – Kanady miałem okazję poznać w wakacje 2004 roku. Kanada to drugie co do wielkości państwo na świecie. Na obszarze 9 976 tys. km2, czyli blisko 32 razy większym niż powierzchnia Polski, mieszka 6,5 miliona mieszkańców mniej. Nie zdziwi więc fakt, iż pierwsze słowo jakie przychodzi mi po spytaniu o pobyt w tym kraju, to „przestrzeń”. Wszędzie jest jej mnóstwo, poczynając od prerii, przez stepy po północną tajgę i Góry Skaliste na zachodzie. Mimo ogromu tego państwa nie ma problemu z komunikacją. Jedyny minus ciągnących się w prostej linii autostrad to monotonność podróży, jeszcze bardziej wzmagana przez urządzenia do utrzymywania stałej prędkości (tempomatów) oraz automatyczna skrzynię biegów montowane w każdym samochodzie.

Calgary busy men - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Calgary busy men
Zamiłowanie do motoryzacji jest do zauważenia na każdym kroku. Przechadzając się po ulicach miasteczka Yorkton w stanie Sasketchewan, często zastanawiałem się, czy pojęcie „spaceru” jeszcze tam funkcjonuje. Jak bowiem wytłumaczyć przejście z jednego na drugi koniec dwudziestotysięcznego miasta w środku dnia, w trakcie którego spotyka się jedynie kilka osoby? Nie mówiąc już o braku chodników prowadzących do niektórych centrów handlowych. Takie przyzwyczajenia nie pozostają bez odpowiedzi.

Mieszkaniec Lake of the hanging glaciers - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Mieszkaniec Lake of the hanging glaciers
Kanada to społeczność grubasków... Trochę lepiej jest w większych miastach, gdzie bardzo popularne są biegi i jazda na rowerze. Bądźmy szczerzy, o takich drogach rowerowych możemy sobie podyskutować w gronie znajomych, albo pooglądać na je obrazkach. Miejmy nadzieję, że wstąpienie do G-8, skupiającej najbogatsze państwa na świecie pójdzie nam łatwiej niż budowa autostrad. Wtedy bowiem nie będzie już przeszkód, by jeździć ulubionym dwukołowcem w każdy zakątek Polski.

Wiewiórka - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Wiewiórka
Większość czasu spędzonego w Kanadzie mieszkałem w Reginie. Zdumiewała mnie tam dbałość mieszkańców o porządek. Popularne wszędzie trawniki zawsze są równo przystrzyżone, fasady budowli odmalowane. Ciekawym przyzwyczajeniem Kanadyjczyków jest wyrzucanie śmieci. Co tydzień, o ustalonej porze wystawiane są worki ze śmieciami, podjeżdża samochód i je zabiera. Dzięki temu fronty domów są wolne od szpecących śmietników.

Tuż przy jeziorze - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Tuż przy jeziorze
Charakter miast jest również inny, gdy spojrzycie na zabudowania. Zapomnijcie o szarych polskich blokowiskach. Jedyne oszklone wieżowce zdobią Kanadyjskie niebo. Zresztą nikt w centrum nie chce mieszkać. Większość ludzi woli spędzać życie w willach, które zajmują znaczną powierzchnię dużych miast. Nie jest to przeszkodą, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż samochód ma każdy, a po drogach jeździ się bardzo przyjemnie. Chyba, że zagubiony Europejczyk trafi na 4-way stop, znak nie spotykany na starym kontynencie.

Kanada to kraj anglojęzyczny, choć niektóre prowincje używają również języka francuskiego (np. Quebec). Tu raczej, nie usłyszymy język Indian. W zapomnienie odeszły również rezerwaty.
British Columbia - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
British Columbia
"Native people", jak o sobie mówią, zasymilowali się z przybyszami zza oceanu i mieszkają w swoich dzielnicach na terenie kanadyjskich miast. Generalnie jednak sytuacja z rdzennymi mieszkańcami nie jest prosta i większość Kanadyjczyków niechętnie się o niej wypowiada. Zresztą przyczynę takiego stanu rzeczy łatwo samemu zauważyć, przyglądając się typowym domom w dzielnicy Indian. To zazwyczaj jedyne zaniedbane miejsca w miastach... Dziwi postawa tego narodu, któremu rząd zdecydowanie stara się pomóc. Przymus obsady połowy załogi w kasynach

rdzennymi mieszkańcami, barak okresów ochronnych na łowną zwierzynę, darmowa edukacja (w Kanadzie studia są płatne, kilka tysiecy dolarów za semestr), wyjątkowo duże substytucje w przypadku urodzenia dziecka, to tylko nieliczne przywileje.

Europejskie przyzwyczajenia
Prerie Sasketchewan - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Prerie Sasketchewan
Dwa miesiące, jakie spędziłem w Kanadzie, nie pozwoliły mi do końca poznać obyczajów mieszkańców tego rozległego państwa. Każda prowincja rządzi się swoimi prawami, charakteryzuje własną specyfiką. Ta wszechobecna różnorodność nie jest jednak tak widoczna jak w Europie. Z jednej rzeczy możemy być na prawdę dumni. Dzięki bogatej historii ludzie na starym kontynencie są o wiele bardziej spontaniczni, otwarci i zwariowani. Dlatego miło jest wrócić do zakręconej Europy, do polskiej rzeczywistości i szczecińskiej pozornej szarości, wiedząc że tysiące kilometrów obok nas również żyją ludzie, jakże podobnie, a zarazem odmiennie
od nas.

Łukasz Czabanowski

[Artykuł ukazał się w magazynie studenckim: ITD, s.22-24, kwiecień 2005]
Podsumowanie:
Szczególne podziękowania za możliwość odbycia tej podróży pragnę złożyć mojej mamie, która towarzyszyła mi w wyjeździe, całej rodzinie , a także innym osobom, które okazały się bardzo miłe i przyjazne w czasie mojego pobytu za granicą.
 
 
Aktualizowano: 2009-11-02 21:42:54

Blogi w pobliżu

 
 
 
Antigua i Tikal: American taste
pablo
w lini prostej: 4180.2km
 
Hawaje: Honolulu
Grzegorz
w lini prostej: 5744.1km
 
delta-orinoko: magiczna wenezuela
tatti1
w lini prostej: 6445.4km
 
canaima: Angel Fals
tatti1
w lini prostej: 6735.3km