Manicaran, Tam gdzie Parvati zgubiła swoje klejnoty…..

Manicaran, Himachal Prades | 2008-06-09 | Czytano 398 razy
1 głos
Manicaran z drugiej strony rzeki - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Manicaran z drugiej strony rzeki
To było dawno temu, kiedy jeszcze Bogowie chodzili po ziemi… Pan Shiva wraz z ukochaną małżonką Parvati wędrowali po głębokich dolinach południowych Himalajów. Szli, szli i szli aż oczom ich ukazało się coś niezwykle pięknego - urocza zielona dolna otoczona górami.….Parvati tak się zachwyciła niezwykłą urodą tego miejsca, że, przez nieuwagę, upuściła drogocenny kolczyk… Bogini, mimo gorączkowych poszukiwań, nie odnalazła klejnotu. Pan Shiva również włączył się do poszukiwań, a że nie mógł nic wskórać, gniew jego był tak ogromny, że zatrzęsła się Ziemia….Dopiero interwencja wężowego bóstwa Shehsy uratowała Ziemię przed złością Shivy. Shesha zapadł się pod ziemie, z głębi której wytrysnął nagle strumień gorącej wody i…. zagubiony kolczyk Parvati…. Ucieszyło to boską parę niezmiernie a szczególnie piękną Parvati, która obdarzyła to miejsce szczególnym uczuciem. Gorące źródła biją tam do dziś, a niektórzy szeptają, że jak ktoś miał bystre oko i dobre serce to w buzującej wodzie mógł był dostrzec klejnoty…działo się tak podobno aż do 1905, kiedy to potężne trzęsienie Ziemi nawiedziło to miejsce.…A kto wie może to był znów gniew Pana Shivy?
Droga przez Dolinę Parvati - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Droga przez Dolinę Parvati
Manicaran, bo tak nazywa się to miejsce, położone w indyjskim stanie Himachal Prade, w dystrykcie Kullu, na końcu doliny Parvati , do dnia dzisiejszego nasycone jest boską mocą i słynie z bijących tam gorących źródeł. Manicaran jest święty szczególne dla Sikhów - społeczności mieszkającej w Indiach, wywodzącej się z terenów dzisiejszego stanu Pendżab, której męscy przedstawiciele noszą charakterystyczne turbany, przykrywające szczelnie włosy. Zgodnie z przekazami, Guru Nanak Dey – bardzo ważna osobistość dla Sikhów- odwiedził to miejsce i odtąd, dla uczczenia tamtego wydarzenia,  Sikhowie tłumnie przybywają do Manicaranu.
Miasto wspina się po zboczu doliny - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Miasto wspina się po zboczu doliny
Punktem gdzie spotyka się większość pielgrzymów jest kompleks świątynny Gurudwara - dosłownie zawieszony nad rwącą rzeką. Przez cały dzień suną tam tłumy -głównie Sikków. Wśród odwiedzających wypatrzeć można, chociaż rzadko, kogoś o europejskich rysach. Jak to w Indiach bywa przed świątynią panuje ogólny rozgardiasz – biegają dzieci, mężczyźni pluskają się w pobliskim bajorku z wodą z gorących źródeł, słychać głośne rozmowy, ktoś kogoś szuka, krowa śpi pod Tatą (Tata to marka samochodu-nie mylić z ojcem), w świątyni obok medytuje jakiś kapłan, nie zważając na to co się dzieje dookoła. Dopiero wchodząc do środka sytuacja co nieco się uspakaja…. Ludzie w milczeniu zdejmują buty, nakrywają głowy, wyciszają się, skupiają… Żeby dotrzeć do głównej Sali Modlitwy trzeba się przedostać przez labirynt dość klaustrofobicznych korytarzyków i to w gęstym tłumie - co do przyjemnych raczej nie należy. Na początku czułam się tam dość niepewnie. Pierwszy raz bowiem byłam w miejscu tak uświęconym i tak mało odwiedzanym przez turystów. Otuchy dodawał mi mój indyjski Przyjaciel, który mimo tego, że Sikhiem nie jest, był bardziej u siebie, co więcej, na ścianie zauważył obraz przedstawiający, jak to się wyraził –jego Boga, czyli Shivę i był z tego powodu bardzo szczęśliwy…. Jest to miejsce święte i każdy, niezależnie od wyznania, może znaleźć tu cząstkę swojego sakrum. Święte miejsca mają to do siebie, że łączą w sobie moc i błogosławieństwo, udzielając ich każdemu kto się tam zjawi i tego zapragnie. I nie ważne, czy jesteśmy na Jasnej Górze w Częstochowie, w Ziemi Świętej, czy w małym Manicaranie; czy wychowaliśmy się w tradycji wschodu czy zachodu. Ważne by być otwartym i nie traktować swojej tradycji jak czynnika, który nas ogranicza. Wydaje mi się, że wejście w obszar obcej kulturowo tradycji i obrzędów może otworzyć umysł i dopomóc w zrozumieniu tego, że tak naprawdę siły które rządzą światem, nieważne jak je nazwiemy, pochodzą z jednego źródła. Gdy odnajdziemy na drugim końcu świata podobne naszemu sercu wartości, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że tak naprawdę wszystkim ludziom na świecie chodzi w życiu o to samo, a fundamentalne zasady sprawiedliwości, uczciwości, empatii obowiązują na całym świecie, bo mają wspólne korzenie…. Takie właśnie myśli nachodziły mnie gdy siedziałam na miękkiej podłodze, pod mieniącym się srebrno filarem, w jednym z najświętszych-choć mało znanym- miejscu w Indiach. Właśnie takie, ekumeniczne, podejście do religii jest kwintesencją sikhizmu. który już 500 lat temu głosił, że nie jest istotne jak nazywamy Boga-wszak i tak jest tylko jeden- choć o tysiącach imion. Nie ma tam miejsca na hierarchię, jaka istnieje chociażby w kościołach chrześcijańskich, czy rozbudowaną liturgię. Najważniejsze by dawać świadectwo swoim życiem, być uczciwym, nie dzielić ludzi na lepszych i gorszych, nie dyskryminować innowierców, gdyż wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga…skądś to znamy prawda?? . Aż trudno uwierzyć, że takie zasady głoszone były w kraju gdzie system kastowy dzielił i ciągle niestety dzieli ludzi a wdowy palono na stosach razem ze zwłokami mężów. Ta, niewątpliwie pokojowa, filozofia życiowa nie uchroniła jednak społeczności przed konfliktami. Mam tu na myśli wydarzenia, które miały miejsce w najświętszym miejscu Sikhów - Złotej Świątyni w Amristarze, gdzie schroniła się grupa separatystów domagających się niepodległości, szerząc przy tym terror w stosunku do swoich przeciwników. Sprawa zakończyła się, niestety, szturmem armii indyjskiej na świątynię i rozlewem krwi, a jedną z ostatnich ofiar tych tragicznych wydarzeń była sama premier Indii Indira Ghandi, która zginęła z rąk swojego sikhijskiego ochroniarza. Jak widać nawet najbardziej szlachetna filozofia nie jest w stanie uchronić człowieka przed emocjami, które mogą doprowadzić do tragedii…
Gurudwar - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Gurudwar
Dla Sikków pielgrzymowanie do miejsc świętych jest częścią ich życia i do miejsc takich jak to przyjeżdżają jak do siebie. Gurudwar jest utrzymywany w całości przez społeczność Sikhów, dlatego też żaden z nich nie płaci określonej stawki za pobyt. Datki są dobrowolne. Wyglądało to nawet troszkę groteskowo, gdy przed najważniejszym miejscem na Sali Modlitwy, gdzie siedział medytujący guru, pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy rzeczą, była wielka skrzynka z napisem „donation box”. No cóż medytacja medytacją a jeść trzeba……Tak a propos jedzenia to pod tym względem Sikhowie są bardzo życiowi…. Wiedzą, że po intensywnych przeżyciach duchowych, ciału też się coś należy…i dlatego w każdej sikhijskiej świątyni pielgrzymi zapraszani są na posiłek…. Wszyscy. My też poszliśmy. Ja szczerze mówiąc trochę niepewnie, ale zachęcona miłymi uśmiechami osób „obsługujących” jadalnie, śmiało wzięłam metalowy talerzyk i cierpliwie czekałam na porcję ryżu z czymś tam. No, muszę powiedzieć, że jedzonko było tam naprawdę pierwsza klasa. Do tego podane z uśmiechem i życzliwością. Oni naprawdę cieszyli się widząc, że ktoś ich odwiedza. I nie była to radość podszyta moimi rupiami, jak to w niektórych miejscach bywało…Mały, chudy człowiek w turbanie, który podawał pielgrzymom ryż z wiaderka, parę razy podchodził do nas i pytał się, czy smakuje, czy się podoba i naprawdę był życzliwy i sympatyczny. Na koniec dostaliśmy jeszcze po porcji słodkiego ryżu z rodzynkami i kubeczek czegoś, co miało być herbatą, ale co tam było parzone - mam pojęcia, smakowało tak sobie. Miejsce, gdzie serwowano te wszystkie pyszności, to ogromna sala, gdzie siadało się wprost na podłodze. Mycie garów-wielka balia z letnią wodą. Oj polski Sanepid lepiej żeby tam nie wkraczał, bo na sam widok paniusie dostałyby pewnie salmonelli i innych prątków. A ja, dopiero oczywiście w hoteliku, strzeliłam sobie dla zdrowotności rzecz jasna, parę łyków rumiku i było dobrze.
Chwila przerwy w pracy - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Chwila przerwy w pracy
Jako że pod świątynią, jak i pod całym Manikaranem, biją liczne źródło gorącej, mineralnej wody, grzechem byłoby nie skorzystać ze sposobności poznania jej właściwości, tym bardziej, że w świątyni były łaźnie z wodą prosto z ziemi. Poszłam oczywiście do miejsca wydzielonego specjalnie dla pań. Pierwsze co zrobiłam, to dokładnie przyjrzałam się co robią inne panie i co z siebie zdejmują, żeby nie wyjść na……. no wiadomo kogo. Jakie było moje zdziwienie, gdy kobitki czy to młode czy bardziej zaawansowane wiekowo- rach ciach rozebrały się do majtek i bez krępacji - hyc do wody. To ja też. Zauważyłam też, że co niektóre kąpały się z małym mieczem włożonym we włosy…. Zakrzywiony krótki miecz, jest jednym z pięciu rzeczy, które musi mieć przy sobie członek tzw Bractwa Czystych, czyli Khalsy. Jest on symbolem wojowniczej natury każdego Sikha i to niezależnie od płci, gdyż oni, jako pierwsi na świecie feminiści uznali i uznają na szczęście nadal, że panie i panowie mają równy status w społeczeństwie. Woda w basenie była, mam nadzieję naturalnie, brunatna i miała specyficzny zapach, ale po zanurzeniu - fantastyczna-ciepła i przyjemna. Po wyjściu z wody, skóra była milutka w dotyku jak po jakimś skomplikowanym i pewnie drogim, zabiegu. Basen dla pań był w pewnym odosobnieniu, za to mężczyźni kąpali się zupełnie na widoku. Wiadomo, mają mniej do ukrycia a i tamtejsza tradycja nie każe im zakrywać niczego więcej co niezbędne. Mieli może więcej miejsca do pluskania, ale za to zero komfortu przy przebieraniu się. Co poniektórzy gimnastykowali się ostro by zmienić pod ręcznikami bieliznę. A w damskiej części –spokój, kameralna atmosferka, gimnastyka niepotrzebna
Przed wejściem do świątyni - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Przed wejściem do świątyni
Tak oto spędziłam część jednego z najbardziej niezwykłych dni podczas podróży po Indiach. Polubiłam Sikhów - ich gościnność, uprzejmość i serdeczność. Również ich podejście do spraw wiary i skupienie się na życiu codziennym jest mi bliskie. W Indiach nieraz śmieją się z nich, że pod turbanami ich mózgi, mówiąc delikatnie, nie działają tak jak powinny z powodu ucisku i braku powietrza…U nas opowiada się niewybredne kawały o niezbyt rozgarniętych blondynkach a w Indiach - o turbaniastych Sikhach.
Panowie kąpieli mogli zażywać nawet na dworze - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Panowie kąpieli mogli zażywać nawet na dworze
Manicaran to nie tylko Gurudwar, to również miejsce, gdzie na malym terenie znajdują się liczne, większe i mniejsze świątynie hinduistyczne, mieszkają ludzie, toczy się normalne życie. Miejsce to jawi się również jako spowite…no własnie, czym: mgłą, buchającą ze źródeł parą? Trudno sprecyzować, bo woda była tam obecna pod wieloma postaciami. Dodatkowo, podczas mojego pobytu tam padał deszcz-więc wiadomo mokro wszędzie, ślisko wszędzie…. do tego woda w rzece buzowała jak szalona i wypluwała z siebie delikatną mgiełkę, poza tym jak już wiadomo, miasteczko położone jest wprost na gorącej wodzie, która wypływa, bądź wybija z każdej niemalże szczeliny w ziemi. Wszędzie unoszą się opary gorącej mineralnej wody, która wydobywa się w najmniej oczekiwanych miejscach. Wzdłuż wąziutkich uliczek ułożone są rurki doprowadzające wodę wprost ze źródeł do domków, sklepików, hotelików. Są one oczywiście bardzo bardzo nieszczelne i trzeba uważać, by idąc uliczką się nie poparzyć… A wystarczy skręcić troszkę w górę, na zbocze doliny, by zobaczyć jak woda wypływa wprost ze skał barwiąc je na brunatny kolor. Jest ona tak gorąca, że, przed licznymi w miasteczku świątyniami, ryż składany Bogom w ofierze, gotowany jest, w małych woreczkach, wprost w wodzie wytryskującej z ziemi.
Żywioł.... - Moje zdjęcia i blogi z podróży i wypraw
Żywioł....
A ja, żeby było śmiesznie, będąc gościem w tym gorącym mieście, mieszkałam w hoteliku bez ciepłej wody…Gorące źródła są tam tylko po jednej, tej świętej stronie rzeki… Za to widok z okna miałam prześliczny - na całe miasteczko i huczącą w dole rzekę, która gadała tak głośno, że nie pozwalała w nocy spać. Patrząc z okna hoteliku, z góry na miasto nie mogłam uwierzyć, że rzeka go jeszcze nie porwała. Miasto stara się jakoś bronić przed żywiołem, odsuwać od brzegu rzeki, ale szczerze mówiąc, nie ma za bardzo pola manewru, gdyż zaraz zaczyna się strome zbocze doliny do którego budyneczki muszą się jakoś przytulić, spoić z nim, by móc trwać. Tu jeszcze rządzi natura nieujarzmiona do końca przez człowieka. Jest piękna i groźna zarazem. Dużo daje ale może też wszystko odebrać. Trzeba umiejętnie z nią współgrać by jej nie rozgniewać.
Manicaran wspominam jako przystanek na drodze przez Indie, gdzie naprawdę czułam się fajnie. Może to zasługa miejsca, które nie bez powodu jest uważane za święte, może gościnności i uprzejmości Sikhów… A może i ja dawno, dawno temu zgubiłam tam jakiś klejnot i teraz odnalazłam go w zupełnie innej postaci….

Godne polecenia

Ciekawe miejsca pobliżu
Kullu- odległość ok 45 km
Zakwaterowanie
Tanie hoteliki po obydwu stronach rzeki, lepiej wybrać ten po "gorącej" stronie miasta-nie ma wtedy obawy, że nie będzie ciepłej wody, z "zimnej" strony roztacza się za to piękny widok na miasto.

W pobliżu Manicaran, Himachal Prades na MyTravelBlog.pl

w lini prostej: 41km
Wycieczka na prawie Rohtang La (3979m.n.pm.)-najdluższy korek na świecie
w lini prostej: 302.7km
Jestem od 2 dni w pakistanie
w lini prostej: 393.2km
Delhi
w lini prostej: 545.1km
Moje Indie-Pierwsze wrażenie i co było potem
w lini prostej: 794.9km
Niebieskie Miasto i jego zakamarki
w lini prostej: 792.6km
PTAK - Pokara , czas w Pokarze zaczol sie dosyc dziwnie a jak sie skonczyl
w lini prostej: 871.1km
siema siema francuska sciema
w lini prostej: 871.1km
No to jade…
w lini prostej: 871.1km
Kaszgar - muzulmanska miejscowka
w lini prostej: 793.4km
Z nowym rokiem….
w lini prostej: 798.9km
Why like this?